9 stycznia 2021 Maciej

Od najgorszej na WFie po kobietę pełną sportowej pasji – rozmowa z Partycją Jasińską

Patrycja – z zawodu od ponad 20 lat bankier. Prywatnie mama dwóch nastolatków. Uwielbia kontakt z naturą, kocha las, morze i góry. Jej pasją jest odkrywanie świata. Dzieciństwo spędziła w Afryce Północnej – „To mnie w pewien sposób naznaczyło, bo życie tam było zupełnie inne od tego w Europie. Trudniejsze, ale też barwne i nieprzewidywalne.” Jako sportowiec-amator Patrycja ma na koncie starty w kilkunastu maratonach, czynnie uprawie biegi przeszkodowe, przygotowuje się do startu w Biegu Rzeźnika.

Czym jest dla niej pasja? „To namiętność, energia, aktywność, która płynie z serca i uskrzydla od wewnątrz. To coś, co robimy nie bacząc na koszty, wyrzeczenia i nieraz krytyczne odczucia osób z otoczenia.” Według Patrycji “Realizacja pasji daje poczucie spełnienia, sprawia, że krew krąży w żyłach i serce bije szybciej. To coś więcej niż hobby, które kojarzy mi się z relaksem, jak np. sklejanie modeli samolotów.

Jak sama wspomina – od zawsze była najgorsza z WFu, ale za to była dzieckiem, które lubiło wspinać się na płoty, drzewa, pływać… Z tego wykiełkowała pasja do sportu. „Tak na poważnie wzięłam się za sport po urodzeniu drugiego dziecka. Dwie ciąże pod rząd oraz grawitacja zrobiły swoje i nie byłam zadowolona z tego co widziałam w lustrze. Można śmiało powiedzieć, że zainteresowanie regularnym sportem wzięło się z kobiecej próżności. Odkryłam trening ze sztangą i bieganie – dwie aktywności, bez których dziś nie wyobrażam sobie życia.”

“Do biegania trzeba również podchodzić z pokorą”

Do największych wyzwań sportowych Patrycja zalicza swój pierwszy w życiu maraton. Udało jej się zejść poniżej 4 godzin – była jednak świadkiem wypadku, w którym poniósł śmierć jeden z maratończyków. Jak to odebrała?

„To, że nie żyje poczułam całą sobą, jakby przeszył mnie zimny prąd, niemniej miałam nadzieje, że jednak może się mylę, że go odratują. Wtedy zwolniłam, odebrałam to jako znak, żeby nie szarżować, że do biegania trzeba również podchodzić z pokorą.” Potem walczyła ze sobą podczas Runmageddonu Hardcore w Szczyrku. Niezapomniany pozostanie dla niej start w Runmageddon Kaukaz. „Perspektywa ultra maratonu w Dolinie Truso sprawiła, że wyłączyłam racjonalne myślenie. Trenowałam, aby dobrze pobiec i udało mi się osiągnąć to, co sobie zaplanowałam, a nawet więcej. Niemniej ten dzień dostarczył mi takich wrażeń i wzruszeń, że po dziś dzień czuję te emocje i widzę te widoki.”

  

Jak walczyć ze strachem? Metodycznie!

W ramach Runmageddon Adventure Patrycja eksplorowała dwie dyscypliny: wspinaczkę i kajakarstwo górskie. O ile z pierwszym z tych obszarów miała już nieco doświadczeń, to górski kajak był dla Niej czymś zupełnie nowym.

„Podeszłam do tego na początku z dużą dozą nieufności. Pewnie gdyby nie pandemia i odwołanie innych imprez, nie zdecydowałabym się. Wydawało mi się to zbyt ekstremalnym sportem, po prostu się bałam, mam dużo pokory wobec wody, mimo, że bardzo ją lubię.” Patrycja przełamywała swoje bariery stopniowo – zaczęła przygodę z kajakiem górskim na Dunajcu, potem wraz z Łowcami Przygód Runmageddon Adventure wybrała się w Alpy na wyprawę kajakarską Wild Water. Wiosłowanie w górskiej rzece spodobało jej się do tego stopnia, że na drugim treningu Runmageddon Adventure pojawiła się wraz ze swoją córką Klaudią, której postanowiła przekazać pasję.

„Pokazałam samej sobie, że mogę, że potrafię, że mogę zrobić to, o czym marzyłam”

Do górskich doświadczeń dołączyła udział w weekendzie ze wspinaczką skalną na Jurze, wzięła też udział w wyprawie Runmageddon Adventure na Mnicha. Jak podsumowuje swój sezon?

„Pokazałam samej sobie, że mogę, że potrafię, że mogę zrobić to, o czym marzyłam, a nie tylko do tego wzdychać. To sprawiło, że moje życie nabrało zupełnie innego wymiaru, poczułam moc pasji, moc endorfin, poczucie realizacji i spełnienia. Czuję się po prostu szczęśliwa. Nie jestem już tą drobną dziewczynką, której nikt nie chciał mieć w drużynie na WF-ie;). Miłym uczuciem jest również to, że to co robię gdzieś tam inspiruje inne kobiety. To mi daje dodatkową satysfakcję.”

“Hartując ciało wykuwa się charakter”

Momenty przełamywania własnych barier dały Patrycji niezapomniane wrażenia. Czy czuje się silniejsza po tych przeżyciach? Odpowiadając nam na to pytanie posługuje się cytatem: „…dotychczasowe życie poświęcone było uwalnianiu myśli przez umartwianie ciała (co niektórzy nazywają sportem), dlatego mojemu organizmowi potrzeba wysiłku”: to chyba najlepiej obrazuje, co daje sport w wymiarze mentalnym. Ekstremalne sytuacje, poddawanie swego organizmu wyczynom pozwala nabrać odpowiedniego dystansu. Hartując ciało wykuwa się charakter – a to odkryli już starożytni”

To uzależnia!

Patrycja podkreśla też magię atmosfery wypraw – „wspólne chwile wieczorem przy ognisku, rozmowy i poczucie, że nie tylko ja jestem inna, że takich ludzi jest więcej i co fajniejsze, te kontakty nie urywają się wraz z zakończeniem wyprawy. Atmosfera wyjazdów – bezcenna. To naprawdę uzależnia.”

W tym roku Patrycja podejmie walkę o to, by stanąć na szczycie najwyższej góry Gruzji – Kazbek, to nasze wyzwanie na jesień… Będzie też z nami na wodzie – Alpy lub Bałtyk, lub oba te akweny 😊 A w powietrzu?… kto wie…